- dodaj nowy tekst
- poszukuję tekstu
- ostatnio dodane
- lista wykonawców
- make more music
- dzwonki na telefon
- muzykometr
- posłuchaj radia
-
- 0
- 0
- 0
- 2
- 6
- 9
- 7
- 0
- 2
- tekstów
Top Artyści
w tym tygodniu
-
1.Biesiadne
-
2.Dżem
-
3.Religijne
-
4.Maryla Rodowicz
-
5.Peja
-
6.Kamil Bednarek
-
7.Patriotyczne
-
8.Marek Grechuta
-
9.Paktofonika
-
10.Trzeci Wymiar
w tym miesiącu
-
1.Biesiadne
-
2.Religijne
-
3.Dżem
-
4.Maryla Rodowicz
-
5.Patriotyczne
-
6.Peja
-
7.Kamil Bednarek
-
8.Sylwia Grzeszczak
-
9.Trzeci Wymiar
-
10.HuczuHucz
Legenda
-
Dodany komentarz -
Dodany tekst -
Poprawka tekstu -
Dodane video -
Dodany do ulubionych -
Dodany TAG -
Uzupełniona metryczka
Archiwum tekstów
- Witaj nieznajomy
- Logowanie
- Rejestracja
- Zaloguj
teksty wg wykonawców
edytuj
- Autor: Włodzimierz Majakowski
- Rok powstania:
- Kompozytor:
- Wykonanie oryginalne:
- Inne wykonania:
- Albumy, na których znalazł się utwór:
- Tagi:
Dzwonki:
- Tekst dodał: arna /
- Data dodania: 2012-02-06 /
- Ulubiony tekst: 0 użytkowników
Dariusz Wasilewski
Myślicie, że to bredzi malaria - tekst piosenki
Sądzicie może, że to bredzi malaria?
to było.
Było w Odessie.
"Przyjdę o czwartej" — powiedziała Maria.
Osiem.
Dziewięć.
Dziesięć.
I oto wieczór,
zgrudniały i chmurny,
odszedł od okien, powlókł się za nocą.
Za zgarbionymi plecami
kandelabry
rżą i chichocą.
Nie mogłyby oczy mnie poznać niczyje:
potwór żylasty,
wije się, wyje,
męka wlecze go.
Czegóż to może chcieć to ryje?
A ono dobrze wie czego!
Cóż? Mnie tam wszystko jedno:
i to, żem z brązu,
i to, że serce — żelaziwo chłodne...
Nocą
trwożny dzwon swój
chciałbym ukryć w kobiecem, łagodnem.
I oto
olbrzymi
garbię się w oknie,
czołem roztapiam szybę cienką...
Będę miał miłość czy nie?
A jaką?
Wielką czy maleńką?
Skąd wielka do takiego ciała?
Pewno malusia jak figa,
ot, krzyna miłościneczki.
Toć ona przed samochodu syreną się
wzdryga,
lubi saneczek dzwoneczki.
Jeszcze i jeszcze,
z twarzą przywartą ku szkliwu,
ku dziobatej deszczu twarzy,
czekam
obryzgany łomem wszechświatowego
przypływu.
Północ z nożem się szasta,
dogoniła,
zarżnęła,
precz do cholery!
Godzina
dwunasta,
już głowa skazańca z szafotu,
runęła!
Kropelki szare zza szyby
w grymas ogromny się zwyły,
jak gdyby
chimery z Notre-Dame
pysk rozdziawiły.
Przeklęta!
Cóż — i to nie pomoże?!
Usta wnet się rozedrą krzykiem i tęsknotą!
Słyszę:
cicho,
jak chory z łoża,
zeskoczył
nerw.
I oto
najpierw przeszedł się z wolna,
potem biegać zaczął,
zakręcił się jak fryga,
wzburzony, wyraźny,
drga,
to było.
Było w Odessie.
"Przyjdę o czwartej" — powiedziała Maria.
Osiem.
Dziewięć.
Dziesięć.
I oto wieczór,
zgrudniały i chmurny,
odszedł od okien, powlókł się za nocą.
Za zgarbionymi plecami
kandelabry
rżą i chichocą.
Nie mogłyby oczy mnie poznać niczyje:
potwór żylasty,
wije się, wyje,
męka wlecze go.
Czegóż to może chcieć to ryje?
A ono dobrze wie czego!
Cóż? Mnie tam wszystko jedno:
i to, żem z brązu,
i to, że serce — żelaziwo chłodne...
Nocą
trwożny dzwon swój
chciałbym ukryć w kobiecem, łagodnem.
I oto
olbrzymi
garbię się w oknie,
czołem roztapiam szybę cienką...
Będę miał miłość czy nie?
A jaką?
Wielką czy maleńką?
Skąd wielka do takiego ciała?
Pewno malusia jak figa,
ot, krzyna miłościneczki.
Toć ona przed samochodu syreną się
wzdryga,
lubi saneczek dzwoneczki.
Jeszcze i jeszcze,
z twarzą przywartą ku szkliwu,
ku dziobatej deszczu twarzy,
czekam
obryzgany łomem wszechświatowego
przypływu.
Północ z nożem się szasta,
dogoniła,
zarżnęła,
precz do cholery!
Godzina
dwunasta,
już głowa skazańca z szafotu,
runęła!
Kropelki szare zza szyby
w grymas ogromny się zwyły,
jak gdyby
chimery z Notre-Dame
pysk rozdziawiły.
Przeklęta!
Cóż — i to nie pomoże?!
Usta wnet się rozedrą krzykiem i tęsknotą!
Słyszę:
cicho,
jak chory z łoża,
zeskoczył
nerw.
I oto
najpierw przeszedł się z wolna,
potem biegać zaczął,
zakręcił się jak fryga,
wzburzony, wyraźny,
drga,
- Komentarze (0)
- Dodali do ulubionych (0)
- Historia zmian tekstu (4)
Liczba wypowiedzi: 0
Liczba użytkowników: 0


