Aby zapewnić najwyższą jakość usług wykorzystujemy informacje przechowywane w przeglądarce internetowej.
Sprawdź cel, warunki przechowywania lub dostępu do nich w Polityce Prywatności.
 
 
 

Najaktywniejsi w tym miesiącu

Top Artyści

Legenda

  • Dodany komentarz
    Dodany komentarz
  • Dodany tekst
    Dodany tekst
  • Poprawka tekstu
    Poprawka tekstu
  • Dodane video
    Dodane video
  • Dodany do ulubionych
    Dodany do ulubionych
  • Dodany TAG
    Dodany TAG
  • Uzupełniona metryczka
    Uzupełniona metryczka
teksty wg wykonawców
A B C Ć D E F G H I J K L Ł M N O P Q R S Ś T U V W X Y Z Ż Ź 1 2 3 4 5 6 7 8 9 0
edytuj
  • Autor: Słoń / Mikser
  • Rok powstania:
  • Kompozytor:
  • Wykonanie oryginalne:
  • Inne wykonania:
  • Albumy, na których znalazł się utwór:
  • Tagi:
Dzwonki:
  • Tekst dodał: Czechu_4 /
  • Ulubiony tekst: 0 użytkowników

Słoń / Mikser
Ania - tekst piosenki

Szósty miesiąc, szóstego dnia,
jakoś chwilę po szóstej,
zobaczył ją jak stała w brudnej rozciągniętej bluzce,
uśmiech miał jak rekin i puste oczy lalki zrobił jeszcze rundę wokół, po czym podjechał na parking
Znał wszystkie zakamarki w obrębie głównych przecznic, miał niecodzienne hobby lubił zabawy z dziećmi,
miasto to śmietnik ludzie topią się w śmieciach, nikt nie zwróci uwagi że zniknął bezdomny dzieciak
"Cześć" - powiedział do niej swym oślizgłym głosem
nie mogła mieć więcej niż 11 wiosen,
"co się dzieje dziecko" ukucnął i zagadał
"gdzie jest mama i tata czemu stoisz tutaj sama, deszcz pada coraz bardziej
mieszkam nie opodal,
nie możesz tutaj zostać przecież jesteś bardzo młoda, schowaj się w moim aucie, jesteś blada jak trup,
możesz przecież dostać nawet zapalenia płuc"
Znów mu się udało, kolejna z wielu ofiar,
pedofil, sadysta, przed niczym się nie cofał, umiał dobierać słowa stworzyć iluzję opieki, taki psycholog amator ze słabością do dzieci
"wygodnie ci się siedzi ? chodź pojedziemy do mnie,
odwiozę cię z powrotem, przysięgam że nie zapomnę"
dzieci są bezbronne ciągle z tego korzystał
zwabił dziewczynkę do auta i ruszyli na piskach
Ciekła mu ślina z pyska lekko ją pogłaskał,
"nie bój się maleńka, mieszkam kawałek od miasta"
już prawie zaczął mlaskać,
mało brakowało kiedy zmieniając biegi otarł się o jej kolano.
Stanął pod domem chatę miał nie małą
nikt tu nie usłyszy krzyku sąsiedzi nie przeszkadzają, "chodź zrobię ci kakao" mówił z fałszywym uśmieszkiem
a w jego zepsutym sercu drżało wszystko co grzeszne.

Dość tych podchodów wchodzi główne danie,
podszedł do niej od tyłu i mocno chwycił za ramię, ale chwila co jest grane ? wygięła jego palec, a on runął na ziemie całym swoim ciężarem
Przejebane, kość przebiła skórę nie mógł uwierzyć w złamanie patrzył na rękę jak dureń
"Jak się z tym czujesz ?" zapytała go jakby przez jej struny głosowe przemawiały wszystkie diabły,
nagły przypływ bólu szybko w panikę się zmienił ślizgając się po posadzce próbował wstać z ziemi
"Nie myśl że uciekniesz, zabawę mamy świetną"
oczy małej dziewczynki płonęły niczym piekło
"To nie jest zwykłe dziecko" znów chciał się podnieść,
z wrażenia na jej widok opróżnił pęcherz w spodnie,
zaczął skomleć i się modlić "Mario Przenajświętsza Pani"
ona szybko mu przerwała "Boga nie ma tutaj z nami"
"Zanim zdechniesz kundlu i wyssę z ciebie duszę
dołożę wszelkich starań żebyś cierpiał jak najdłużej,
jestem duchem twoich ofiar, jestem piekielną karmą,
jestem twym najgorszym wrogiem, możesz mówić na mnie 'ario'"
Zdarł sobie gardło krzyczał kilkanaście godzin
kiedy łamała mu nogi patrzył w jej czerwone oczy,
nawet próbował się bronić, wyciągnął z kurtki kastet,
ona śmiejąc się do łez zgniotła mu pięść na miazgę
"Ty błaźnie żałosny bawi mnie twój opór"
jej małe pięści roztrzaskały mu twarz jak obuch,
opluł się krwią, ciągle wołając pomocy,
a ciało dziewczynki weszło w stan dziwnej metamorfozy
Oczy płonęły nadal lecz nagle światło zgasło
i tylko księżyc słabo oświetlał pokój spod zasłon,
coś spadło na podłogę coś przewracało krzesła,
coś wiło się na ziemi i nie potrafiło przestać,
nagle cisza "może odeszła, i już jej nie ma ?"
słyszał tylko swój oddech i przedwojenny zegar,
zaczął grzebać w kieszeniach zdrową ręką, panicznie,
aż znalazł i odpalił ozdabianą zapalniczkę
"to niemożliwe" rzucił widząc oświetloną strzygę,
nie zgrabny twór coś na wzór Beksiński + Giger
patrzyła na niego chciwie wywijając ogonem,
a pedofil czuł że powoli zbliża się koniec
Położyła na nim dłonie, białe pokrzywione palce,
obwąchała go całego siadając na jego klatce,
odpuścił sobie walkę, kiedy otworzyła paszczę
i posapując zatopiła zęby w jego czaszce
Nieznacznie jęknął szczęka mu opadła,
miał wzrok jak krowa próbująca wyjść z bagna
krwawa masakra, to było okropne,
policja zamiast worka na zwłoki, przyniosła zmiotkę
W tej dobranocce morał jest prosty,
moje drogie dzieci nigdy nie ufajcie obcym
dziewczynki i chłopcy pogaście już światła
słuchajcie tego co mówią do was ojciec i matka.
teksty.org
  • Komentarze (0)
  • Dodali do ulubionych (0)
  • Historia zmian tekstu (1)
Liczba wypowiedzi: 0
Liczba użytkowników: 0
Liczba zmian: 1
Data Zmiana dotyczy Autor Nowa wartość
2013-10-03 23:32 Treść piosenki Czechu_4